Paryż też bywa smutny

Co roku, o tej samej porze, gdy zmina już przemija i wypatruję wiosny wracam do Ernesta Hemingway’a i jego książki “Ruchome święto”. Są tam słowa, które napełniają spokojem nie tylko w szare, zimowe wieczory.




"Przy tylu drzewach w mieście widziało się co dnia nadchodzącą wiosnę, aż wreszcie całonocny ciepły wiatr przynosił ją nagle któregoś rana. Niekiedy ulewne, zimne deszcze odpędzały ją, tak iż zdawało się, że nigdy nie przyjdzie i że się traci z życia jedną porę roku. Był to jedyny naprawdę smutny moment w Paryżu, bo przeciwny naturze. Człowiek spodziewał się smutku na jesieni. Cząstka nas samych umierała co roku, kiedy liście opadały z drzew, a gałęzie były nagie na wietrze w chłodnym, zi-mowym świetle. Ale wiedziałeś, że zawsze będzie wiosna, tak jak wiedziałeś, iż rzeka popłynie znowu, kiedy odtaje. Gdy zimne deszcze trwały i zabijały wiosnę, było to tak, jak gdyby ktoś młody umarł bez przyczyny.



Jednakże wówczas wiosna zawsze w końcu przychodziła, ale było przerażające, że o mało nie zawiodła."


Na ostatnie zmiowe dni polecam wziąć aparat i ruszyć do parku, a wieczorem ciepły koc, herbata z rumem i Ernest Hemingway. Miłego weekendu :)
Trwa ładowanie komentarzy...